Parę słów o unikaniu podatków

Mamy na początek roku burzę w szklance wody, która wybuchła po tym, jak korporacja LPP zdecydowała się uruchomić przepompownię zysków na Cypr w postaci „opłat licencyjnych” (wszelka „własność intelektualna” świetnie się nadaje do pompowania kasy w zamian za powietrze).

Są tacy, którzy mówią, że to hipokryzja tak czepiać się jednej firmy, skoro „wszyscy to robią”. To oczywiście prawda – jak ktoś jest dużą firmą to prędzej czy później zaczyna „optymalizować podatki”, czyli ślizgać się po krawędziach przepisów w różnych krajach, żeby ich zapłacić jak najmniej. Korporacje są evil by design – ich statutowym celem są pieniądze, wszelkie moralno-patriotyczne skrupuły generujące milionowe straty mogą być uznane za przestępstwo, i każda i każdy z nas, będąc prezesem korporacji, musiałby, w mniejszym lub większym stopniu robić to samo.

Nie widzę tu jednak hipokryzji protestujących. Bojkot LPP co prawda nie zrobi w zyskach tej firmy (ani żadnej innej, która robi to samo) żadnego uszczerbku, ale to nie znaczy, że wyrażenie niezadowolenia jest bez znaczenia. Jeśli jakieś działanie uważamy za nieuczciwe, to nie zmienia tego fakt, że robią „to” wszystkie wielkie firmy (jakby to było jakieś usprawiedliwienie), ani fakt, że nie mamy akurat pod ręką żadnego korka do zatkania prawnej dziury, która na to nieuczciwe działanie korporacjom pozwala. Problem jest właśnie w braku korka.

Natomiast nie brakuje hipokryzji po stronie obrońców LPP. Niesie się przez internet (litościwie nie będę linkował) moja ulubiona śpiewka „liberałów” od siedmiu boleści: unikamy płacenia podatków wcale nie po to, żeby mieć więcej kasy dla siebie, nie nie nie nie, robiąc to ćwiczymy się w obywatelskich cnotach, powodowani patriotyzmem, bo państwo marnuje pieniądze, źle nimi zarządza i musi się nauczyć. I tak dalej. Czasem nawet pojawiają się sformułowania takie jak „nieposłuszeństwo obywatelskie” – jak sobie wyobrażam, pisane z kamienną twarzą i całkiem na poważnie.

No więc, drodzy obłudnicy: dopóki ta uratowana przed podatkami kasa nie trafia w całości na cele społeczne, tylko na prywatne zbytki, dopóty kazania o tym, jak to wszystko po to, żeby drogą właściwego niefinansowania wspomóc sferę publiczną, są średnio wiarygodne. Ale ośmieszajcie się dalej.