Miller ofiarny

Po wyroku ETPCz w sprawie polskiego udziału w procederze amerykańskich tortur wszyscy jak jeden mąż rzucili się na Millera: mamy nadzieję, że karę zapłaci z własnej kieszeni, słyszę z lewa i z prawa, najlepiej do spółki z Kwaśniewskim.

Trudno będzie pewnie znaleźć kogoś gotowego Millera w tej sprawie bronić, choć oczywiście ostatecznie włos mu z głowy nie spadnie – po co w końcu tworzyć niebezpieczne precedensy o odpowiedzialności polityków. Następnym razem to mogą być nasi, po co nam to.

Ja się tylko obawiam, że to całe huzia na Millera to nie jest żaden odruch sprawiedliwości, tylko klasycznej szukanie kozła ofiarnego. To nie jest przecież tak, że Miller w kwestii relacji z USA jakoś specjalnie odstawał od reszty naszej klasy politycznej. Nie sądzę, żeby sprawa amerykańskich tortur była dla tej reszty w oczywisty sposób oburzająca. Jakbyśmy już nie pamiętali tego chóru: że racja stanu, że zobowiązania sojusznicze, że wojna z terroryzmem. Rzucając kamieniami w Millera można się teraz z tego wszystkiego rytualnie oczyścić.

Warto się więc przyglądać komentarzom. Kancelaria Prezydenta odezwała się już, że wyrok to „obciążenie wizerunkowe i finansowe dla Polski”. No, co fakt to fakt.